Ewangelia jest do słuchania, nie do czytania

Brzmi to dość dziwnie, a jednak trudno nie przyznać racji, że sami wyczuwamy różnicę w odbiorze kiedy ślęczymy wzrokiem nad tym tekstem i wtedy gdy ktoś głośno i wyraźnie go odczytuje. Jestem przekonany, że nie jest tak tylko dlatego, że zazwyczaj żywe słowo bardziej porusza słuchacza.

Naturalnym, bo pierwszym, środowiskiem Ewangelii jest żywe słowo. Najpierw dlatego, że sam Jezus jest Ewangelią. On jako żywa osoba mówił całym sobą, tym kim był i jak żył. Wypowiadał też słowa. Kiedy ich słuchano to z zapartym tchem. Choć były to ludzkie słowa, to jednocześnie z jakąś przedziwną mocą czy władzą. Słuchających Jezusa dotykały te słowa do tego stopnia, że się sami temu dziwili. Czuli w sercu, że są to Słowa Łaski (gr. LOGOIS TES CHARITOS) Łk 4, 22. Co to znaczyło? Być może to, że nie mogli się oprzeć wrażeniu, że mówiący przekazuje prawdę, która pociąga ku Bogu.

Słowa Jezusa nie tylko brzmiały w powietrzu i uszach słuchaczy, one jeszcze sprawiały to, co oznaczały: odpuszczały grzechy, przywracały wzrok niewidomym czy nawet wskrzeszały umarłych. Świadkowie tych wydarzeń nosili je głęboko w sobie. Wtedy „na gorąco” nikt ich nie zapisywał, nie było takiej potrzeby, bo to się wciąż działo, ale i dlatego, że nie było takiego zwyczaju. W kulturze żydowskiej radzono sobie zupełnie inaczej niż my dziś: zapamiętywano, aby opowiadać.

Tak więc Ewangelia nawet po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa przez długie trzydzieści, a może czterdzieści lat, była mówiona, przekazywana z ust do ust. Wędrowni uczniowie znając na pamięć opowiadania o życiu, męce i zmartwychwstaniu Jezusa głosili je wśród wygłodniałych Boga ludzi. Zdarzało się, że w trakcie takich opowiadań działy się rzeczy dziwne: Duch Święty zstępował na słuchających albo tak otwierały się ich serca, że zaczynali wierzyć w Jezusa, o którym przecież tylko słyszeli. Paweł Apostoł zapisał potem to doświadczenie: wiara bierze się ze słuchania Słowa Bożego.

Dopiero w drugim pokoleniu chrześcijan Ewangelię spisano w wersji, którą znamy. Wśród czterech Ewangelii, ta zwłaszcza Markowa, nosi na sobie szczególnie wyraźnie znamiona mówionego słowa. Marek przekazał nam zapis, tego co słyszał na własne uszy kiedy przemawiał św. Piotr. Widać to w tekście, bo pełno tu rażących spójników „a”, „i”. Tak się nie pisze, tak się mówi.

Roman Brandstaetter wybitny polski pisarz i poeta, kiedy podjął się swojego tłumaczenia Nowego Testamentu, odkrył po raz kolejny, że Ewangelia w swej pierwotnej wersji była słowem mówionym. Stąd przekład Brandstaettera jest dokonany tzw. sposobem kolometrycznym czyli takim, w którym tłumacz świadomie zachowuje podział wersetów na rytmiczne frazy, które wprost nadają się do recytowania z charakterystycznym żydowskim zaśpiewem.

Sam Brandstaetter był z pochodzenia Żydem, nie dziwi więc, że świetnie znał klimat tamtego narodu. Zwykło się mówić, że o ile kultura grecka jest „kulturą widzenia”, to właśnie kultura żydowska jest „kulturą słuchania”. Pierwsze przykazanie dane temu narodowi zaczyna się właśnie od takich słów: SŁUCHAJ Izraelu… (hebr. SZEMA). Głos jest słyszany przez nas uszami, a sercem rozumiane jest słowo, jego sens. To trochę tak, jakby uszy były połączone bezpośrednio z samym centrum człowieka, które Biblia nazywa właśnie sercem.

Pierwszą i podstawową więzią słowa jest mowa, a nie pismo. To dlatego słowo mówione odsłania więcej niż suchy zapis liter. Czy poza tym codzienne doświadczenie nie podpowiada, że słuchając drugiego człowieka, tego co mówi, ale także jak mówi, w jego głosie da się usłyszeć może więcej niż widzą tylko oczy? Tak, głos w pewien sposób ujawnia osobę: to co w niej piękne, choć ukryte, ale i to, co jest jej biedą.

Kiedy słucham Ewangelii czytanej na głos - „mówionej”, zwłaszcza w tym niezwykłym tłumaczeniu Romana Brandstaettera, mam wrażenie jakbym dotykał czegoś naprawdę pierwotnego, a przez to świeżego. Stąd i pomysł tego przedsięwzięcia nagrania Ewangelii na płyty CD. W ten sposób chcemy pomóc także Tobie odkryć na nowo moc żywego Słowa Bożego.

Tutaj czytają to Słowo znakomici polscy aktorzy: Gustaw Holoubek, Krzysztof Kolberger, Jerzy Zelnik, Jerzy Kiszkis, Jarosław Tyrański. Ewangelia, której zapis foniczny przedstawiamy, kierowany jest szczególnie do osób niewidomych, więźniów, chorych, samotnych…

Kto z nas taki nie jest?

 

Ks. Jan Jankowski,
wykładowca filozofii w Gdańskim Seminarium Duchownym w Oliwie.